Mławskie schrony


















FORTYFIKACJE NA ODCINKU 20. DYWIZJI PIECHOTY W 1939 ROKU

I. Zarys historyczny budowy pozycji i charakterystyka jej obsady

Leżąca na północnym Mazowszu Ziemia Zawkrzeńska była od najdawniejszych czasów otwartym obszarem pogranicznym, pozbawionym znaczących przeszkód terenowych – przeto nieustannie narażonym na agresję ze strony wojowniczych sąsiadów Rzeczypospolitej. W okresie międzywojennym sytuacja bynajmniej nie od razu zmieniła się na lepsze. W 1920 roku tu właśnie miały miejsce krwawe walki z bolszewickim III Korpusem Kawalerii, które nieco tylko spowolniły jego dalszy marsz na zachód, pod Włocławek i Brodnicę. Nowo ustalona granica z Prusami Wschodnimi przebiegała zaś zaledwie 120 km od Warszawy, ale aż do 1939 roku nie podejmowano wysiłków, aby wzmocnić ją fortyfikacjami. Do połowy bowiem lat trzydziestych, w polskich studiach operacyjnych dominowała koncepcja ofensywnego wykorzystania północnego Mazowsza, jako podstawy wyjściowej do uderzenia na Prusy Wschodnie. Położoną na głębokim zapleczu, ufortyfikowaną jeszcze przez zaborców, linię rzek Narwi i Wisły uznawano zaś za dostateczną zaporę przed ewentualnym niemieckim kontratakiem. Ostatecznym bodźcem do zmian w polskim planowaniu wojennym i do zwrócenia zainteresowania sztabowców na kierunek niemiecki stały się gwałtowne zmiany sytuacji międzynarodowej, jakie następowały w Europie od 1938 roku.

Armia „Modlin” została powołana do istnienia 23 marca 1939 roku na tajnej odprawie u Generalnego Inspektora Sił Zbrojnych, marsz. Edwarda Rydza-Śmigłego, a nominację na stanowisko jej dowódcy otrzymał gen. bryg. Emil Przedrzymirski-Krukowicz. Tego samego dnia zarządzono również częściową mobilizację alarmową Wojska Polskiego i pierwsze przerzuty jednostek na pozycje nadgraniczne. Wkrótce także z terenu DOK IX przerzucono na północne Mazowsze 20. DP (w rejon Mławy; dowódca płk dypl. Wilhelm Liszka-Lawicz) i Nowogródzką BK (w rejon Lidzbarka; dowódca gen. bryg. Władysław Anders), które wraz ze zmobilizowanymi na miejscu 8. DP (płk dypl. Tadeusz Wyrwa-Frugalski) i Mazowiecką BK (płk dypl. Jan Karcz) miały wejść w skład nowopowstałej armii.

Zadaniem Armii „Modlin” była osłona kierunków na Warszawę i Płock oraz rozpoznanie i opóźnianie sił nieprzyjaciela działających na tych kierunkach. Ostateczną rubież obrony stanowiła linia Narwi i Wisły. Głównymi ośrodkami obrony miały się stać umocnione na nowo, względnie zmodernizowane rosyjskie twierdze i przedmościa w Płocku, Modlinie, Zegrzu, Pułtusku i Różanie – mogące również stanowić podstawę kontruderzeń na północnych brzegach obu rzek. Na olbrzymiej, pustej połaci północnego Mazowsza brakowało jednak dogodnych odcinków, na których można by było zorganizować pozycje przejściowego oporu. Ruchy wojsk ograniczała dodatkowo słabo rozwinięta sieć komunikacyjna. Dopiero położone niemal pod samą granicą niemiecką wzgórza moreny czołowej mogły stanowić wartościową rubież obronną. Tam właśnie zdecydowano stworzyć dwie pozycje wysunięte: jedną w rejonie Mławy i Rzęgnowa, druga zaś, rozpoczynająca się w rejonie Przasnysza, miała się ciągnąć na południowy wschód i łączyć się z Przedmościem Różan. Planowano umocnić również dwa większe miasta, położone blisko granicy: Działdowo i Lidzbark.

Środki przyznane przez Sztab Główny na budowę żelbetowych schronów, zostały zatem rozdzielone pomiędzy pozycje na ostatecznej linii obrony oraz kilka pozycji wysuniętych daleko na północ. Walki opóźniające zamierzano rozstrzygnąć w sposób manewrowy.
Budowa systemu lekkiej fortyfikacji wzdłuż granicy północnej i zachodniej latem 1939 roku była ogromnym przedsięwzięciem logistycznym, którego inicjatorem i koordynatorem był Inspektor Saperów w Sztabie Głównym, gen. bryg. Mieczysław Dąbkowski – z chwilą mobilizacji alarmowej powołany na stanowisko Naczelnego Dowódcy Saperów. Natychmiast utworzył on specjalną komisję, której celem było opracowanie trzech nowych tomów Instrukcji Saperskiej, zawierających wytyczne techniczne do budowy silnie umocnionych pozycji polowych. Już w kwietniu ukazał się tom, dotyczący schronów drewnianych, w czerwcu – dotyczący schronów żelbetowych, wybuch wojny przeszkodził zaś w wydrukowaniu i rozesłaniu do oddziałów ukończonego właśnie ostatniego tomu, traktującego o pracach hydrotechnicznych. Równolegle, gen. Dąbkowski zarządził opracowanie kilku typów przeszkód przeciwpancernych (stalowych i drewnianych) które dowódcy jednostek byli w stanie wykonać we własnym zakresie. Ponadto, kontrolował on dystrybucję drutu kolczastego, narzędzi saperskich, oraz niewielkich środków finansowych (większość prac była wykonywana na kredyt).

Ujmując rzecz najogólniej, koncepcja gen. Dąbkowskiego polegała na wzmocnieniu typowej fortyfikacji polowej stosunkowo dużą ilością żelbetowych i drewniano-ziemnych schronów bojowych, o maksymalnie uproszczonej konstrukcji (z reguły jednoizbowych, bez elementów pancernych), możliwych do realizacji bez zaangażowania specjalistycznego sprzętu saperskiego, przeznaczonych do zainstalowania weń typowej broni strzeleckiej i artyleryjskiej. Jedynym wyposażeniem schronów miały być piecyki (latem 1939 roku z oczywistych przyczyn nie instalowano ich), zaś w przypadku uzbrojenia ich w ckm dochodziły do tego również drewniane stoły-podstawy.

Projekt ufortyfikowania odcinka 20. DP, opracowany przez oficerów Oddziału III Operacyjnego sztabu Armii, ppłk dypl. Ignacego Wądołkowskiego i mjr dypl. Stanisława Mayera, był gotowy 19 czerwca i niezwłocznie został przesłany przez dowódcę armii do akceptacji marsz. Rydzowi-Śmigłemu. Wzmożone prace fortyfikacyjne na terenie całego kraju rozpoczęto 24 czerwca, z rozkazu Sztabu Głównego. Rozkaz ów przewidywał przede wszystkim rozbudowę pozycji wysuniętych i osłonowych wokół nadgranicznych garnizonów, głównie przy pomocy fortyfikacji polowej. Pod Mławą pracę rozpoczęły się jednak z pewnym opóźnieniem - marszałek przybył tam osobiście 3 lipca i po zapoznaniu się na miejscu z warunkami terenowymi, dopiero wówczas zaaprobował wspomniany projekt. Tego samego dnia gen. Dąbkowski rozesłał do dowódców armii informacje, ile schronów żelbetowych przydziela każdemu z nich w pierwszym etapie budowy. Każdy z dowódców zobowiązany był jak najprędzej odpowiedzieć, na jakie stacje kolejowe ma zostać wysłane ile materiałów budowlanych.

Dodatkowe wytyczne, wydane przez Sztab Główny 12 lipca, zalecały m. in. jednoczesne prowadzenie prac w kilku węzłowych punktach wybranej pozycji, a następnie stopniowe wypełnianie przerw pomiędzy nimi. Sprecyzowano wówczas także pilność prac fortyfikacyjnych, które dla Armii „Modlin” przedstawiały się następująco: 1 – Różan i Pułtusk, 2 – Modlin i Zegrze, 3 – Mława. Drugi i ostatni etap budowy schronów żelbetowych został zaanonsowany przez gen. Dąbkowskiego 9 sierpnia. Niestety, nie zachowały się dokumenty, stwierdzające jednoznacznie, wzniesienie ilu schronów i na jakich odcinkach w każdym etapie prac przewidywał gen. Przedrzymirski-Krukowicz. W literaturze podawane są bądź to liczby 93 i 50, bądź to 68 i 25 – dotyczące kolejno podoodcinka mławskiego i rzęgnowskiego. Niewykluczone, że te drugie dotyczą tylko pierwszego etapu prac.

Pozycje obronne 20. DP oparte zostały na kilku przeszkodach terenowych: ich kręgosłup stanowił zalesiony, równoleżnikowy wał moreny czołowej - jednostka geomorfologiczna zwana Wzniesieniem Mławskim. Odcinek najbardziej sprzyjający obronie i przeznaczony do intensywnego ufortyfikowania biegł od Turzy Małej do Rzęgnowa. W jego części zachodniej, wzdłuż północnych stoków wzniesień, zabagnioną dolinką płynie rzeka Mławka - po spiętrzeniu również mogąca zwiększyć walory obronne pozycji. W części środkowej wał przerwany jest Bagnami Niemyje, stanowiącymi obszar źródliskowy rzeki Orzyc, nietrudnymi do obrony, gdyż praktycznie nieprzekraczalnymi dla jakiegokolwiek rodzaju wojsk. Bagna rozdzielały więc odcinek na dwa pododcinki: dłuższy – zachodni (wokół Mławy), oraz krótszy – wschodni (wokół Rzęgnowa).

Bezpośrednimi wykonawcami robót fortyfikacyjnych byli żołnierze dywizji, kierowani przez dowódcę 20. bsap, mjr. Juliusza Levittoux. Prace rozpoczęto 14 lipca pod Mławą, a dopiero 12 sierpnia pod Rzęgnowem. Z każdego pododdziału 20. DP wydzielono grupy robocze, które wznosiły poszczególne schrony. Transport materiałów budowlanych ze stacji kolejowej w Wólce znacznie usprawniły, oddane ochotniczo do dyspozycji wojska, chłopskie furmanki. W celu maksymalnie sprawnego i szybkiego przeprowadzenia prac, gen. Dąbkowski rozkazał, by budować jedynie takie schrony, jakie figurują w Instrukcji Saperskiej. Jak słusznie bowiem zauważył – „opracowanie indywidualnych projektów dla każdego schronu zabije całą sprawę w zarodku, gdyż wymaga ogromnej pracy”. Niedobór specjalistów mógł zaś zaowocować powstaniem konstrukcji wręcz wadliwych. Istotnie, schrony na odcinku 20. DP wznoszono zasadniczo według projektów ze wspomnianej Instrukcji, choć w celu przyspieszenia prac uproszczono nieco kształt „uszu”, osłaniających strzelnice, nie wszędzie również wykonano staranne zaokrąglenia ścian, często poprzestając na skosach. W kilku natomiast przypadkach odstępstwa są radykalne – na prawym skrzydle pozycji mławskiej powstały bowiem dwa schrony, które nie mają odpowiednika nie tylko w Instrukcji Saperskiej, ale w ogóle w całej polskiej fortyfikacji – dokładniej omówione one zostaną poniżej.

Jak już wspomniano, pozycję miała obsadzić 20. DP oraz podporządkowane jej z chwilą mobilizacji samodzielne bataliony i dywizjony. Wybór tej właśnie jednostki mógł być nieprzypadkowy. Dywizja, według zachowanych elementów planu operacyjnego „Wschód" (wojna z ZSRR), była przewidziana dla Armii „Baranowicze" jako jednostka pierwszorzutowa. Jej garnizony znajdowały się już na ewentualnym obszarze operacyjnym, co więcej zaś, zasadniczą pozycją jej obrony była linia pierwszowojennych fortyfikacji niemieckich, silnie zmodernizowana w latach trzydziestych, dzięki inicjatywie tamtejszego inspektora armii, gen. dyw. Tadeusza Piskora. Nie da się więc wykluczyć, że przynajmniej część kadry zawodowej tej dywizji była w pewnym stopniu obznajomiona z bojowym wykorzystaniem fortyfikacji.

Dowódcą pododcinka mławskiego mianowano płk dypl. Franciszka Dudzińskiego, dotychczasowego dowódcę Piechoty Dywizyjnej 20. DP.

Pozycję obsadziły następujące oddziały: 78. pp (ppłk Kazimierz Dudziński – I batalion w rejonie Mławki, II batalion jako odwód dywizji w rejonie Wólki, III batalion w rejonie Lewiczyna), 80. pp (płk Stanisław Fedorczyk – I batalion w rejonie Sławogóry, II batalion w rejonie Uniszek, III batalion w rejonie Piekiełka), oraz II Mazurski batalion Obrony Narodowej (kpt. Józef Kiernożycki) w rejonie Turzy Małej. Załogę schronów stanowili głównie żołnierze 1. batalionu ckm i broni towarzyszącej (mjr Wacław Kuczaj-Kuczajowski).

Wsparcie artyleryjskie zapewniał 20. pal (ppłk Kazimierz Weryński) i 20. dac (mjr Stanisław Domiczek), osłonę przed lotnictwem – 81. bateria artylerii przeciwlotniczej (ppor. Stefan Pawłowski). Pułkownikowi Dudzińskiemu podlegał również wspomniany już 20. bsap. Obsadę pododcinka rzęgnowskiego stanowił natomiast 79. pp, którego dowódca, ppłk dypl. Konstanty Zaborowski był jednocześnie dowódcą pododcinka. I batalion pułku obsadzał rejon Kitek, II batalion – rejon Zawad, III batalion – rejon Rudna. Na pododcinek skierowano stosunkowo silne jednostki wsparcia artyleryjskiego – 59. dal (mjr Mieczysław Suzin), 78. dal (mjr Feliks Koszucki) i 88. dac (mjr Jerzy Trzasko-Durski). Warto w tym miejscu zauważyć, że 20. DP wchodziła do walki, obsadzając całością sił zwarty odcinek ufortyfikowany. We wrześniu 1939 roku był to jeden z nielicznych przypadków tego typu.

II. Schrony bojowe w świetle badań terenowych

Dotychczas nie odnaleziono żadnych meldunków, przedstawiających harmonogram i postęp prac fortyfikacyjnych na odcinku 20. DP, przez co informacje poniższe oparte są niemal wyłącznie na wynikach badań terenowych. Zastosowana numeracja schronów jest również umowna, przyjęta dla potrzeb łatwiejszej ich identyfikacji.

Przy drodze krajowej nr 563 (Mława-Turza Mała) zlokalizowany jest duży punkt oporu na podłużnym masywie wzgórza 182,08 (droga biegnie jego południowym zboczem). Znajdujące się nań schrony nr 1-6 łączy dobrze zachowana, wieloczłonowa sieć okopów, z wyraźnymi śladami po niszach amunicyjnych, małych drewnianych schronach biernych, itp. Uzupełnienie stanowi mocno już zatarte, duże stanowisko - najprawdopodobniej armaty p-panc. Na przedpolu płynie rzeka Mławka - w 1939 roku była ona na tym odcinku spiętrzona. Warto zwrócić uwagę na schron nr 5 - na jego tylnej ścianie wyryty jest podpis (dowódcy schronu?): Kpr. W. Olszewski 1 IX 1939.
Nieco dalej, nad drogą Mława-Lewiczyn, wznosi się góra Chochołatka. Okopy tworzą na niej mały punkt oporu, ze schronem nr 7 jako śródszańcem. Następne 5 schronów (nr 8-12) ugrupowano liniowo wzdłuż doliny Mławki. Na tym odcinku okopy nie zachowały się.

Jedna z głównych dróg w rejonie - droga nr 544 do Działdowa oraz linia kolejowa, będąca przed 1939 rokiem najkrótszym połączeniem między Warszawą a Wybrzeżem, była broniona przez punkt oporu, którego dwa schrony (nr 13 i 14) znajdują się na wzgórzach w miejscowości Mławka, zaś trzy kolejne (nr 15-17) na wzgórzu 173,9 za szosą i linią kolejową. Wagę odcinka podkreśla fakt uzupełnienia go biernym schronem obserwacyjnym (nr 18), wybudowanym na wzgórzu 181,62 – około 800 m za główną linią obrony. Było to zapewne stanowisko dowódcy odcinka. Tutaj również nie pozostał właściwie żaden ślad po okopach.

Odcinek od wzgórza 173,9 do drogi Mława-Dźwierznia to jeden z najciekawszych fragmentów pozycji. Składają się nań dwa punkty oporu zachowane w bardzo dobrym stanie. Pierwszy z nich zlokalizowany jest na Łysej Górze (182,8) oraz u jej podnóża. W jego skład wchodzą cztery schrony żelbetowe (nr 22-25) oraz system umocnień drewniano-ziemnych. Wśród nich znajduje się pełne stanowisko działka p-panc, składające się z okopu-schronu dla obsługi i amunicji, rowu dobiegowego i właściwej działobitni. Drugi punkt oporu to wzgórze na południowym brzegu rz. Mławki (w 1939 roku tutaj również spiętrzonej) z trzema schronami żelbetowymi (nr 19-21), kilkoma rzędami okopów i dwoma pozostałościami, najprawdopodobniej po dużych schronach drewniano-ziemnych. Na północnym skraju wzgórza świeżo wycięty las odsłonił natomiast system okopów, które, choć mocno zatarte, tworzą jedyne tego typu miejsce na całej pozycji – wszędzie indziej porasta je las. Z tego miejsca odchodzą również dwa rowy przeciwczołgowe, łączące omawiany odcinek z następnym. Warto tutaj zwrócić uwagę na znajdującą się przy drodze, ok. 200 m na wschód od schronu nr 25 (rejon punktu wysokościowego 161,0/160,5), samotną leśną mogiłę. Niestety, znajdująca się na niej tablica została zniszczona, ale lokalizacja na linii umocnień pozwala przypuszczać, że jest to jeszcze jedna wojenna pamiątka.

Po dwóch stronach drogi Mława-Dźwierznia znajdują się cztery schrony (nr 26-29) tworzące tzw. „Redutę Piekiełko". Wysunięta nieco na przedpole, stanowiła dodatkową blokadę drogi. Jak wykazały działania wojenne, była to decyzja ze wszech miar słuszna, bowiem Niemcy nie zamierzali prowadzić natarcia główną drogą Mława-Nidzica, ale właśnie drogami bocznymi, na których nie spodziewali się silnej obrony.

Kolejne trzy schrony (nr 30-32) to odcinek łącznikowy z punktem oporu broniącym szosy gdańskiej. Tutaj, podobnie jak i na „Piekiełku", umocnienia drewniano-ziemne nie zachowały się. Schron nr 30 przedstawia rzadki dość typ obiektu o prostokątnej, a nie trapezoidalnej izbie bojowej. Natomiast nieistniejący schron nr 32, według zebranych informacji, stał na wzgórzu, które zostało rozkopane w celu wybrania żwiru. Stoczył się on ze stoku i został wysadzony. Obecnie dawne wyrobisko żwirowni przekształcono w wysypisko śmieci, więc ewentualne pozostałości schronu są niemożliwe do odnalezienia. W zbocze wbita jest jednak bryła nieuzbrojonego betonu – być może pochodząca z warstwy fundamentowej schronu.

Szosy gdańskiej broniło 6 schronów (nr 33-38), ugrupowanych w dwie linie. Nr 33 to powszechnie znany pomnik, zaś na jego przedpolu, w lesie, biegnie kilka linii okopów. Schron nr 38 jest natomiast obecnie jednym z najbardziej zagrożonych. Wzgórze, na którym stoi, jest bowiem sukcesywnie podkopywane przez pobliską żwirownię. Grunt osunął się już spod tylnej części fundamentu schronu, który może wkrótce podzielić los schronu nr 32.

Mocno zniszczone schrony nr 39 i 40 to kolejny odcinek łącznikowy. Wzdłuż północnej krawędzi lasu kryjącego schron nr 40 biegnie jedyna zachowana w tym rejonie linia okopu. Lokalizowany tutaj przez niektórych badaczy tematu trzeci schron (obserwacyjny?) raczej nie istniał. We wskazanym miejscu znajdują się, istotnie, bryły żelbetu, ale są to raczej efekty rozsadzania schronu 40 lub 42. Przelotnię pierwszego z nich siła eksplozji odrzuciła ok. 200 m do tyłu, zatem tak niewielkie bryły mogły być bez przeszkód odrzucone dalej. Zawadzające w czasie prac na polu, zostały najprawdopodobniej zebrane i zrzucone w jednym miejscu.

Następne cztery schrony (nr 41-44) broniły drogi Mława-Windyki. Warto zwrócić uwagę na schron nr 43, który ma znakomicie zachowaną obsypkę kamienno-ziemną, pełniącą funkcje ochronne i maskujące. Kamienie stanowiły warstwę detonacyjną dla pocisków, skierowanych w czołową ścianę schronu, natomiast ziemia i darń upodabniały cały schron do niewielkiego pagórka.
Schrony nr 45-48 tworzą punkt oporu wokół Łysej Góry (185,35), umocnionej również fortyfikacjami drewniano-ziemnymi, oraz miejscowości Sławogóra Stara. Wykopany na przedpolu rów przeciwczołgowy nie zachował się. Interesującą, nietypową konstrukcją jest schron nr 47. Oparty zasadniczo o projekt schronu dla 2 ckm o rzucie prostokątnym, rozbudowany został o stanowisko obserwacyjne (dowódcy odcinka?), w którym miała zostać zainstalowana lekka kopuła pancerna. Do wybuchu wojny jednak nie zdążono jej dostarczyć.

Pozycję mławską zamyka równie interesujący, drugi nietypowy schron nr 49, stojący na skraju bagna Niemyje. Jest to jedyny na odcinku 20. DP i jeden z nielicznych w Polsce lekkich schronów bojowych, przeznaczonych do ognia czołowego. Ten konkretnie jest jednak schronem unikatowym, jako że jego uzbrojenie stanowiły aż 3 ckm. Jego konstrukcja jest ewidentnym rozwinięciem konstrukcji czechosłowackiej, określanej w tamtejszej nomenklaturze wojskowej jako schron vz. 38C. Nie jest pewne, czy idea taka sprawdziła się w walce - na maleńkiej przestrzeni musiało się zmieścić prawdopodobnie 7 osób. W trakcie prowadzenia ognia wnętrze natychmiast wypełniało się gazami prochowymi. Według relacji, było to ciężkie do wytrzymania nawet w schronie, w którym dwa ckm strzelały w przeciwne strony. Żołnierze na zmianę wychodzili ze schronów, wymiotując.

Niedaleko stąd, przy szosie Windyki-Sławogóra Stara, znajduje się ponadto skromna, bratnia mogiła polskich żołnierzy poległych w czasie działań wojennych.

Oddzielona dziesięciokilometrowym odcinkiem bagien, pozycja rzęgnowska jest nieco trudniejsza do analizy i oceny. Nie zachowały się tu fortyfikacje drewniano-ziemne, zaś schronów żelbetowych zdążono wznieść zaledwie sześć. Pięć z nich (nr 51-55) zlokalizowano wokół wzgórza 200,8. Schron nr 50 otoczony jest zaś ogrodzeniem, a na jego przelotni zawieszono tablicę pamiątkową ku czci walczących tu żołnierzy 79. pp. Zniszczenia schronu nr 52 są natomiast nie tylko skutkiem walk we wrześniu 1939 roku, ale również ćwiczebnych strzelań niemieckich czołgów, ponieważ w tym rejonie, w czasie wojny, Niemcy urządzili wielki poligon, którego pozostałości zachowały się zresztą do dziś.

Podsumowując – w trakcie badań terenowych odnalezionych zostało 55 schronów żelbetowych (49 pod Mławą; na odcinku 18 km i 6 pod Rzęgnowem; na odcinku 6 km), w większości jedno- i dwustrzelnicowych do ognia bocznego ckm (co stanowi odpowiednio 81% i 25% zaplanowanych prac) oraz kilka zespołów fortyfikacji drewniano - ziemnej. Poza typowymi okopami strzeleckimi i rowami dobiegowymi znalezione zostały również dwa stanowiska 37 mm armaty przeciwpancernej wz. 36 Bofors, dwa odcinki rowów przeciwczołgowych, oraz dwie pozostałości, najprawdopodobniej po dużych, biernych schronach.

Jak do tej pory, nie stwierdzono natomiast istnienia jakichkolwiek pozostałości po działobitniach artylerii 20. DP, mimo dość precyzyjnych danych na temat ich lokalizacji. Na pododcinku mławskim wykonano konkretnie: 13 schronów do ognia bocznego jednostronnego (nr 5, 6, 13, 15, 16, 17, 19, 23, 26, 32 (?), 42, 43, 45), 33 schrony do ognia bocznego dwustronnego (nr 1, 2, 3, 4, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 14, 20, 21, 22, 24, 25, 27, 28, 29, 30, 31, 33, 34, 35, 36, 37, 38, 39, 40, 41, 44, 46, 48), 1 schron do ognia bocznego dwustronnego z pancerną kopułą obserwacyjną (nr 47), 1 schron trójstrzelnicowy do ognia czołowego (nr 49) i jeden schron obserwacyjny (nr 18). Na pododcinku rzęgnowskim wzniesiono natomiast: 2 schrony do ognia bocznego jednostronnego (nr 51, 54) i 4 schrony do ognia bocznego dwustronnego (nr 50, 52, 53, 55).

Ogólny stan zachowania fortyfikacji można ocenić jako średni. Przyczyniła się do tego zarówno działalność człowieka, jak i upływ czasu. W schronach żelbetowych wysadzano zebrane z pól niewypały. Obecnie zagraża im najbardziej rozkopywanie wzgórz, na których zostały zbudowane. Ponadto znaczna część schronów znajduje się obecnie w lesie. W miejscach, gdzie las rozprzestrzenił się w sposób naturalny, fortyfikacje drewniano-ziemne zachowały się dość dobrze. Sztuczne nasadzenia drzew były natomiast poprzedzane starannym zaoraniem terenu, co w większości przypadków niszczyło zupełnie okopy (oczywiście, okopów próżno także szukać na terenach użytkowanych rolniczo). Wszechobecny las utrudnia również ogarnięcie wzrokiem poszczególnych odcinków jako całości.

Schron-pomnik jest niewątpliwie obiektem atrakcyjnym, ale niestety nie daje właściwego wyobrażenia nawet o własnej konstrukcji i sposobie jego wykorzystania w walce, gdyż jest w połowie zniszczony, a w jego otoczeniu rośnie las. W dodatku, stoi on na terenie sztucznie spreparowanym – odwiedzający nie ma pojęcia, że w rzeczywistości schrony żelbetowe otoczone były gęstą siecią fortyfikacji drewniano-ziemnej. Brak jakiejkolwiek informacji o konstrukcji, liczbie i rozmieszczeniu schronów powoduje, że osoba niewtajemniczona może wytworzyć w sobie błędne przekonanie, że oto stoi sobie „bunkier" – i to jest cała słynna pozycja mławska. Bardziej spostrzegawczy dostrzegą jeszcze podobne „bunkry" przy szosie gdańskiej - a wówczas może powstać wyobrażenie przesadne, że to, co widać, to tylko malutki fragmencik ciągnącej się hen, daleko, kilkudziesięciokilometrowej linii umocnień z korytarzami podziemnymi w rodzaju Linii Maginota.

Podstawowym zadaniem jest więc uświadomienie zainteresowanym realnego rozmiaru pozycji. Schematyczna mapka zamieszczona w schronie-pomniku jest bardzo uproszczona i obejmuje cały obszar operacyjny Armii „Modlin”. Warto by było, na wzór Torunia, Krakowa czy Przemyśla, utworzyć pod Mławą i Rzęgnowem szlak, czy nawet sieć fortecznych szlaków turystycznych, łączącą wszystkie schrony oraz inne pomniki czy mogiły wojenne. Koniecznie należałoby również zrekonstruować i wyeksponować choćby krótki odcinek fortyfikacji drewniano-ziemnej.

Mimo wszystko jednak, nawet w obecnym stanie, pozycje mławska i rzęgnowska pozostają niezwykle cennym zabytkiem budownictwa obronnego, będąc dziś największym, zachowanym nieomal w całości, zespołem lekkiej fortyfikacji polskiej z okresu międzywojennego.

Szymon Kucharski
Prezes Oddziału Warszawskiego
Towarzystwa Przyjaciół Fortyfikacji